Profesor Aleksander Ożarowski, wybitny polski farmaceuta i znawca potężnej siły wpływu ziół na nasze zdrowie, w wywiadzie udzielonym jednemu z periodyków o tematyce zdrowia wskazał, że jesteśmy skazani na suplementację. Miał rację – przynajmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze: aby dostarczyć do organizmu niezbędne dawki witamin i minerałów z owoców i warzyw, które spożywamy, musielibyśmy jeść zieleniny więcej, niż umiałby przetrawić nasz układ pokarmowy Wynika to z faktu, że choć (wydaje nam się), iż kupujemy świeże produkty na targowisku, w markecie, w zieleniaku, to zarówno owoce te, jak i warzywa po zebraniu są sortowane, myte i przechowywane – nie zawsze w odpowiednich warunkach. Po przyniesieniu do domu najczęściej też nie trafiają od razu do naszych żołądków, tylko do lodówki. W rezultacie tracą sporo witamin, a zawarte w nich biopierwiastki zmieniają swoje właściwości, ponieważ w trakcie przechowywania i obróbki kulinarnej biominerały uwalniają się z kompleksów, które tworzą z białkami i enzymami i w efekcie stają się gorzej przyswajalne.

Po drugie: na przyswajalność witamin i minerałów wpływa również styl życia i wszystko, co z nim związane. Ponieważ człowiek żyjący w drugiej dekadzie XXI wieku ma zamiłowanie do używek, sięgania po żywność wysokoprzetworzoną i unika aktywności fizycznej, to funduje sobie produkcję bardzo dużej ilości wolnych rodników w organizmie. A także niedoborów witaminowo-mineralnych z powodu spożywania żywności ubogiej w składniki odżywcze, za to przesyconej chemią spożywczą i poza-spożywczą, bo najczęściej pochodzi ona z upraw, w których nie żałuje się ani sztucznych nawozów, ani chemicznych środków ochrony roślin.

Wskazania prof. Ożarowskiego pokrywają się z wypowiedziami dr Paula Claytona, znakomitego angielskiego naukowca, a także znanego autorytetu w dziedzinie żywienia. Podkreśla on, że współczesna żywność zawiera zdecydowanie mniej składników witaminowych i mineralnych w porównaniu do produktów spożywczych naturalnego pochodzenia, z których korzystali mieszkańcy wiktoriańskiej Anglii. Ta żyjąca na przełomie XIX i XX w. populacja zjadała tyle – na dzisiejsze czasy – cebuli, czosnku, szczypiorku i kapusty (super ekologicznych w porównaniu do współczesnych warzyw), że była bardzo dobrze zaopatrzona w witaminy i minerały. Obecnie to niemożliwe, bo warzywa i owoce, pędzone na sztucznych nawozach, są tak zubożone w te cenne dla zdrowia bioskładniki, że aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na nie, musielibyśmy jeść ich ok. 9-10-krotnie więcej niż ludzie żyjący w czasach królowej Wiktorii. Jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, ile przy okazji zjedlibyśmy „dodatków chemicznych” w postaci środków ochrony roślin, strach myśleć!

Wniosek nasuwa się sam: jesteśmy skazani na suplementację. Oby robić to z głową. W COLYFINE zawsze służymy pomocą i szeroką ofertą suplementów diety.